Praca przed komputerem
Od wielu lat znany jest także szkodliwy wpływ długotrwałej pracy, lub cokolwiek siedzenia przed komputerem. Krzywi to nasz kręgosłup, powoduje nadmierne obciążenie szyjnego i lędźwiowego odcinka kręgosłupa, a także niszczy nasz wzrok. Co zatem zrobić, jeśli nie chcemy chorować, ale pracować przy komputerze musimy? No cóż, najlepszym sposobem będzie jednak myślenie. Siedź prosto, nie garb się, nie podkładaj nóg pod tyłek. To boli, ale jest warte walki, bo potem nie będzie nas boleć ani szyja, ani plecy od długotrwałego siedzenia przed komputerem. Nie siedźmy tez zbyt blisko ekranu, gdyż to może zniszczyć nasz wzrok, a potem będziemy potrzebowali okularów, drogich zabiegów, operacji, które nie zawsze się udają. To właśnie powoduje, że gra ta jest warta świeczki. Jeśli teraz zadbamy o to, żeby pracować w odpowiedniej pozycji, unikniemy problemów zwyrodnieniowych za lat pięć lub dziesięć i sami sobie oszczędzimy bólu chodzenia po lekarzach specjalistach. Dlatego też czasem warto pomyśleć, zanim kolejny raz zwiniemy się na krześle przed komputerem w literkę S, a razem z nami nasz kręgosłup. Bolący kręgosłup może być właśnie efektem długotrwałego przebywania w jednej pozycji, ciągle takiej samej – może to być równie dobrze praca przed komputerem, jak i praca w pozycji stojącej, czy siedzącej, jak na przykład szwaczki w szwalniach, czy też ochroniarz, który codziennie spędza pewnie około 8 godzin na nogach chodząc w tą i z powrotem. Nie jest to wdzięczna praca, ale praca, a każda praca się przecież opłaca. Pisanie takich artykułów przecież tez. Tak więc nie liczy się sposób, ale tylko zarabianie pieniędzy. Dlatego tez nie ma sensu większego forsować się nadmiernym wysiłkiem, i jeśli możemy, powinniśmy nawet w pracy dbać o swoje potencjalne zdrowie, by móc wystrzegać się głupich błędów, które pozwolą na to, by możliwie jak najdłużej utrzymać nasze ciało w dobrej kondycji. No lać wodę to stoko potrafi nienagannie, prawda? Tez tak sądze, jakkolwiek może się to odbić na moim zdrowiu, z racji nadmiernego przesiadywania przed komputerem. No ale czego się nie robi dla pieniędzy
.
Nie ma więc co wybierać się do lekarza, jeśli mamy niewielkie dolegliwości związane z rożnymi układami naszego organizmu. Oczywiście, jeśli w grę wchodzą nerki, wątroba, czy płuca, czy inne problemy, które mogą się wiązać z poważnymi schorzeniami, obowiązkiem naszym jest udanie się do lekarza pierwszego kontaktu, następnie umówienie się na wizytę u lekarza specjalisty. Nie możemy zaniedbać tak poważnych spraw, bo od tego może zależeć nasze życie w ogóle, a nie to, czy wystoimy się w kolejce, czy wyśpimy się, czy tez może będziemy musieli wstać o 4 rano. Co wiec zrobić, gdy na przykład zaczynamy u siebie zauważać drobne problemy ze zdrowiem? no cóż, nie wpadajmy w panikę. Zacznijmy od trzeźwej analizy rzeczywistości, a to na pewno pomoże nam uporać się z naszym problemem. Czasem bowiem wystarczy zmiana diety czy przyzwyczajeń, jak na przykład w przypadku problemów z koncentracją. Nie możemy się skupić? Może to wina niedoboru magnezu lub lecytyny w naszym organizmie, a nie postępującego złośliwego raka mózgu w IV stadium? Dlatego też przeanalizujmy najpierw nasz sposób zycia pod kątem uchybień, zanim zaczniemy przekopywać Internet w poszukiwaniu mrożących krew w żyłach chorób i ułomności genetycznych, które niechybnie wpędza nas wcześniej do grobu, niż domniemana choroba. Brak koncentracji można na przykład zrzucić winę na wiele różnych czynników. Niewsypanie, permanentne przemęczenie, niezbilansowana dieta, w której brak jest warzyw strączkowych, a co za tym idzie, brak tez jest magnezu, który przyspiesza i ułatwia, a właściwie w ogóle umożliwia procesy kojarzenia. To może okazac się prawdziwą przyczyna, a nie rozlany glejak na płacie skroniowym, czy tętniak uciskający ośrodki myślenia w mózgu. Dlatego tez najpierw sami spróbujmy poimyslec logicznie i wyeliminować szkodliwy dla ans czynnik, zanim zaczniemy wpadać w panikę i zabiera czas specjalistom, którzy i bez tego mają pełne ręce roboty. Problemy z koncentracją mogą także wynikać ze złego przygotowania miejsca pracy, z braku możliwości skupienia się w hałasie czy przy zbyt głośnej muzyce. Różnie to bywa.
Każdy z nas najchętniej by nie chorował. Oczywiście, trzeba sobie zdawac sprawę z tego, że jest to tylko nasze pobożne życzenie i z reguły pozostaje w sferze tychże. Nie da się bowiem w żaden sposób zagwarantować sobie zdrowia, szczęścia ni pomyślności. Wobec tego, każdy porządny Polak kilka rzeczy zrobić musi: napić się musi i… do lekarza pójść musi. Jednak jak wiemy, polska słuzba zdrowia wygląda tak, jak Polaków portret własny. Jest zadłuzona po uszy, zakolejkowana do granic możliwości. Co wobec tego robi przeciętny Kowalski? Przeciętny Kowalski staje w kolejce do lekarza, która osiąga długość chińskiego Wielkiego Muru, zapisuje się do lekarza z ponad półrocznym wyprzedzeniem, i ma nadzieję, że dożyje owej umówione j z góry wizyty. Nie jest łatwo, oczywista sprawa, ale czego się nie robi dla własnego zdrowia. Otóż, zrobi się wszystko, co skrzętnie wykorzystują ansi politycy i lekarze i samorządowcy. Dlatego nie dziwmy się już więcej temu, w jakim stanie jest nasza służba zdrowia, tylko sami próbujmy się leczyć. Nie jest łatwo dostac się nawet na listę do lekarza specjalisty. Skomplikowane procedury związane z pozyskiwaniem skierowań od lekarzy pierwszego kontaktu, zapisywaniem się, wyczekiwaniem od bladego świtu lub ciemnej nocy pod gabinetami – to wcale nie zachęca do częstych wizyt u lekarza, wręcz przeciwnie, bardzo często wręcz działa niezwykle odstraszająco. No ale nie ma się czemu dziwić – żeby chorować w naszym kraju trzeba mieć końskie zdrowie, niestety. Państwo nasze nie zapewnie odpowiedniego poziomu opieki medycznej ze strony lekarzy specjalistów i nie można z tym w żaden sposób polemizować, gdyż jest to bezdyskusyjny fakt. O tym, jak często trudno jest uzyskać dostęp do lekarza specjalisty w naszym kraju wiedzą już nawet dzieci. Dlatego też często widujemy drące się bachory przed przychodniami, które krzyczą do mamy: mamo, ja tam nie chcę, tam jest kolejkaaaa! No cóż, bywa i tak. Takie są niestety nasze polskie realia. I nic na to nie jesteśmy w stanie poradzić, jedyne, co jesteśmy w stanie zrobić, to próbować chorować jak najmniej.